Nie potrafisz wytrzymać jednego dnia bez Facebooka, wiadomości czerpiesz z sieci, bieżące wydarzenia komentujesz na forach internetowych, a zakupy najchętniej robisz na Allegro? Uważaj, masz spore zadatki na infoholika!
W poprzednim poście wspominałam co nie co o moim lenistwie. Bardzo długo zastanawiałam się czy nie zrobić kontynuacji tego postu. Oczywiście w późniejszym czasie na pewno się pojawi, ale dzisiaj nadeszła pora na tematy dotyczące uzależnień. W takim razie bez przedłużania, zacznijmy!
Czy grozi ci siecioholizm?
Jeżeli pięć lub więcej z poniższych zdań opisują twoje zachowanie, zastanów się dobrze, czy aby nie jesteś uzależniony:
1. Często niecierpliwie czekam na kolejną sesję w internecie, co traktuję jako świetną rozrywkę.
2. Coraz więcej czasu spędzam w internecie.
3. Wielokrotnie podejmowałem nieskuteczne próby ograniczenia czasu, który spędzam w internecie.
4. Czuję się zdenerwowany i łatwo się irytuję, kiedy ktoś próbuje ograniczyć mi dostęp do internetu.
5. Coraz częściej spędzam więcej czasu w internecie, niż planowałem.
6. Nieraz ryzykowałem utratę ważnego związku lub pracy z powodu internetu.
7. Zdarzyło mi się kiedyś okłamać bliską osobę, aby ukryć, że właśnie spędzam czas w sieci.
8. Internet to dla mnie czasami sposób na ucieczkę od problemów lub na rozładowanie złego nastroju.
Czy internet może zabić?
"Epidemia uzależnień najbardziej odczuwalna jest w Azji, zwłaszcza w Japonii i Korei Południowej, dlatego w wielu krajach na bieżąco monitoruje się skalę problemu. Zajmują się tym zarówno uniwersytety, jaki i wyspecjalizowane ośrodki badawcze. Na początku 2012 roku zespół psychologów z siedmiu chińskich uczelni przeprowadził badania na grupie uzależnionych nastolatków, którzy trafili na terapię. Pacjentom zrobiono tomografię, by sprawdzić, jaki wpływ na mikrostruktury mózgu ma zbyt długie przesiadywanie przed komputerem. Wnioski okazały się zatrważające. Uzależnienie od internetu wpływa tak samo destrukcyjnie na nasz mózg jak heroina i alkohol!" Sporo informacji w tym poście wzorowałam na artykule Kamila Nadolskiego z miesięcznika "Sekrety Nauki" (2/2013). Podsumowując. Spróbujmy sobie teraz zrobić taki swój osobisty rachunek sumienia i sami postarajmy się odpowiedzieć na pytanie: Czy jestem uzależniony? :)
27 lut 2016
24 lut 2016
Lenistwo - choroba XXI wieku?
Zapewne jesteście ciekawi w czym tytuł tego posta ma związek z Sashą. Otóż tak praktycznie mówiąc to nic. Dzisiejsze kilkanaście zdań będzie związanych ściśle ze mną, a mianowicie z moją "chorobą".
Zauważyliście, że nowych postów na blogu jest coraz to mniej, ba nawet w ogóle! Coraz mniej zaczynam udzielać się na forach, fp, naszym kanale... i nie jest to spowodowane brakiem czasu, ponieważ codziennie znajdę go więcej niż pół godziny. Co za tym stoi? Jeden z moich największych wrogów - lenistwo! Z dnia na dzień jest ze mną gorzej - jedyne co robię to albo pełno godzin przesiaduję na fejsbukach lub o prostu oglądam telewizję. Jak sięgam pamięcią to kilka lat temu byłam kompletnie inna - zmotywowana, bardziej pomocna oraz odżywiałam się lepiej. Aktualnie jedyne co bym spożywała to czekoladę, frytki i piła colę w niezliczonych ilościach. Nagle, nie wiadomo skąd przyszedł do mnie taki moment olśnienia, wreszcie ocknęłam się i przejrzałam na oczy, że taki styl życia nie prowadzi do niczego dobrego. Pora wreszcie znaleźć odpowiedni lek na lenistwo, Lecz zanim to zrobię muszę poszukać jego źródła. Oczywiście takiej rewolucji nie przeprowadziłabym gdyby nie Sasha, to właśnie ona dała mi iskierkę nadziei, zmiany na lepsze. Jak już wcześniej wspomniałam takie nieróbstwo do niczego dobrego nie prowadzi. Mogą to potwierdzić moje oceny.
Przechodząc do sedna, już powoli wiem jakie podejmę pierwsze kroki w walce sama z sobą. Na pewno jak już nie będzie nic do roboty, a będę miała ochotę skorzystania z facebooka, to każdą minutę jaką miałabym przeznaczyć na niego, po prostu przeznaczyłabym na dodatkowy spacer z Sashą. Niby banał, ale dla osoby tak leniwej jak ja to już nie za bardzo. Po wielu rozważaniach w grę weszło również zablokowanie swoje konta na facebooku, na dzień, tydzień lub nawet miesiąc. Szczerze powiedziawszy to zaczyna się to w dużej mierze przeradzać w uzależnienie, ale o tym będzie w osobnym poście. Byłoby mi strasznie miło, gdyby moje próby przemiany również zmotywowały i was (oczywiście tych w podobnej sytuacji do mojej :P) do próby zabicia lenistwa. Może by tak zaraz po przeczytaniu tego postu ruszyć swoje szanowne cztery litery i na przykład wyjść z psem na dwór? To już pozostawiam wam.
Jeżeli chodzi o mnie to nawet chciałabym żyć w czasach, kiedy tych komputerów i telewizorów nie było. Ludzie nie byli wtedy aż tak leniwi, znajdowali czas na wiele rzeczy oraz zamiast siedzenia na tych fejsbukach po postu spędzali czas na świeżym powietrzu wraz ze znajomymi. Lepsze forma spędzania czasu, prawda? Teraz to gdy mama poprosi swoje dziecko,aby wreszcie wyszło na dwór, dziecko odpowie "Nie chce mi się. Poza tym ludzie czytali kiedyś o wiele więcej książek, co jest o wiele bardziej konstruktywniejszym zajęciem niż te całe gapienie się w ten durny monitor. Ba, czytanie książek wzbogaca nasze słownictwo, dodatkowo możemy się z nich dowiedzieć wiele mądrych rzeczy. Choć oczywiście z komputerów również można się wiele dowidzieć, nie zaprzeczam. Także zachęcam was do częstego odwiedzania biblioteki. Ja już kilka książek wypożyczyłam :D Podsumowując, starajmy się zwalczać lenistwo, bo ono do niczego dobrego nie prowadzi. Zawsze starajmy się odpowiednio zorganizować każdy dzień w roku, aby każda sekunda została fajnie wykorzystana. Nie siedźmy tyle na tych "internetach" bądź telewizorach. Zamiast tego poróbmy coś z naszym czworonożnym przyjacielem lub poczytajmy książkę lub po prostu pomóżmy komuś, a rezultaty tego będą bardzo owocne.
Postów tego typu będzie na pewno więcej. Mogą one wywołać wiele kontrowersji, aczkolwiek ja się tym zupełnie nie przejmuję. Robię to co lubię i nikt nie ma prawa zarzucać mi czegokolwiek. Zamiast tego głęboko wierzę w to, że dzięki tym postom wyciągnę z kanapy niejednego człowieka! Dziękuję serdecznie za wyrozumiałość i przeczytanie tego posta, do zobaczenia!
Zauważyliście, że nowych postów na blogu jest coraz to mniej, ba nawet w ogóle! Coraz mniej zaczynam udzielać się na forach, fp, naszym kanale... i nie jest to spowodowane brakiem czasu, ponieważ codziennie znajdę go więcej niż pół godziny. Co za tym stoi? Jeden z moich największych wrogów - lenistwo! Z dnia na dzień jest ze mną gorzej - jedyne co robię to albo pełno godzin przesiaduję na fejsbukach lub o prostu oglądam telewizję. Jak sięgam pamięcią to kilka lat temu byłam kompletnie inna - zmotywowana, bardziej pomocna oraz odżywiałam się lepiej. Aktualnie jedyne co bym spożywała to czekoladę, frytki i piła colę w niezliczonych ilościach. Nagle, nie wiadomo skąd przyszedł do mnie taki moment olśnienia, wreszcie ocknęłam się i przejrzałam na oczy, że taki styl życia nie prowadzi do niczego dobrego. Pora wreszcie znaleźć odpowiedni lek na lenistwo, Lecz zanim to zrobię muszę poszukać jego źródła. Oczywiście takiej rewolucji nie przeprowadziłabym gdyby nie Sasha, to właśnie ona dała mi iskierkę nadziei, zmiany na lepsze. Jak już wcześniej wspomniałam takie nieróbstwo do niczego dobrego nie prowadzi. Mogą to potwierdzić moje oceny.
Przechodząc do sedna, już powoli wiem jakie podejmę pierwsze kroki w walce sama z sobą. Na pewno jak już nie będzie nic do roboty, a będę miała ochotę skorzystania z facebooka, to każdą minutę jaką miałabym przeznaczyć na niego, po prostu przeznaczyłabym na dodatkowy spacer z Sashą. Niby banał, ale dla osoby tak leniwej jak ja to już nie za bardzo. Po wielu rozważaniach w grę weszło również zablokowanie swoje konta na facebooku, na dzień, tydzień lub nawet miesiąc. Szczerze powiedziawszy to zaczyna się to w dużej mierze przeradzać w uzależnienie, ale o tym będzie w osobnym poście. Byłoby mi strasznie miło, gdyby moje próby przemiany również zmotywowały i was (oczywiście tych w podobnej sytuacji do mojej :P) do próby zabicia lenistwa. Może by tak zaraz po przeczytaniu tego postu ruszyć swoje szanowne cztery litery i na przykład wyjść z psem na dwór? To już pozostawiam wam.
Jeżeli chodzi o mnie to nawet chciałabym żyć w czasach, kiedy tych komputerów i telewizorów nie było. Ludzie nie byli wtedy aż tak leniwi, znajdowali czas na wiele rzeczy oraz zamiast siedzenia na tych fejsbukach po postu spędzali czas na świeżym powietrzu wraz ze znajomymi. Lepsze forma spędzania czasu, prawda? Teraz to gdy mama poprosi swoje dziecko,aby wreszcie wyszło na dwór, dziecko odpowie "Nie chce mi się. Poza tym ludzie czytali kiedyś o wiele więcej książek, co jest o wiele bardziej konstruktywniejszym zajęciem niż te całe gapienie się w ten durny monitor. Ba, czytanie książek wzbogaca nasze słownictwo, dodatkowo możemy się z nich dowiedzieć wiele mądrych rzeczy. Choć oczywiście z komputerów również można się wiele dowidzieć, nie zaprzeczam. Także zachęcam was do częstego odwiedzania biblioteki. Ja już kilka książek wypożyczyłam :D Podsumowując, starajmy się zwalczać lenistwo, bo ono do niczego dobrego nie prowadzi. Zawsze starajmy się odpowiednio zorganizować każdy dzień w roku, aby każda sekunda została fajnie wykorzystana. Nie siedźmy tyle na tych "internetach" bądź telewizorach. Zamiast tego poróbmy coś z naszym czworonożnym przyjacielem lub poczytajmy książkę lub po prostu pomóżmy komuś, a rezultaty tego będą bardzo owocne.
Postów tego typu będzie na pewno więcej. Mogą one wywołać wiele kontrowersji, aczkolwiek ja się tym zupełnie nie przejmuję. Robię to co lubię i nikt nie ma prawa zarzucać mi czegokolwiek. Zamiast tego głęboko wierzę w to, że dzięki tym postom wyciągnę z kanapy niejednego człowieka! Dziękuję serdecznie za wyrozumiałość i przeczytanie tego posta, do zobaczenia!
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
"O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?
A kto siedzi na tapczanie?
A kto zjadł pierwsze śniadanie?
A kto dzisiaj pluł i łapał?
A kto się w głowę podrapał?
A kto dziś zgubił kalosze?
O - o! Proszę!"
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
"Przepraszam! A tranu nie piłem?
A uszu dzisiaj nie myłem?
A nie urwałem guzika?
A nie pokazałem języka?
A nie chodziłem się strzyc?
To wszystko nazywa się nic?"
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
Nie powiedział "dzień dobry", bo z tym za dużo roboty,
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął,
Miał położyć się - nie zdążył - zasnął.
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.
9 sty 2016
Noworoczne postanowienia
Miałam wcześniej dodać tego posta, ale dopiero teraz znajduję chwilę czasu, aby przedstawić Wam nasze postanowienia na rok 2016.
W przeciwieństwie do 2015 roku zawieszę poprzeczkę trochę wyżej, głównie jeżeli chodzi o agility i o sztuczki. Myślę, że tak jak w ubiegłym roku te postanowienia przedstawię w formie myślników.
Sztuczki które zamierzam nauczyć Sashę to:
- Stanie na przednich łapach na dysku sensorycznym (kilka sekund wystarczy)
- Chodzenie na przednich łapach bez naprowadzania moją ręką
- Head (rzeczy na jej głowie, samokontrola)
- Przysiady
- Bang
- Łapanie ogona
- Wchodzenia do swojej miski
- Waruj-Ukłon-Waruj
- Przechodzenie pod hula-hop
- Dwie łapy z boku
- Turlanie się z moich pleców
- Cop, cop na tylnych
- Slalom na przednich łapach
- Chodzenie na przednich dookoła np. moich nóg
- Słonik
Ze sztuczek to na tyle. Nie ukrywam, że jest tego dużo, ale uważam, że jak wszystko dobrze to sobie rozplanujemy i będę regularnie prowadziła sesje, to powinno się udać. Teraz napiszę postanowienia jeżeli chodzi o jakieś wydarzenia, sporty, zawody itp. :
- zamierzam się wybrać na około trzy seminaria w 2016 roku
- na treningowe zawody agility
- na pełno grupowych spacerów
- na Silesian Open do Czeladzi
- na treningi agility w Zabrzu
- oczywiście postanowiłam sobie, aby jeszcze częściej bywać w MADzone!
- oprócz tego zamierzam powiększyć nasz agilitowy tor i kolekcję zabawek, a konkretnie o zabawki Planet Dog!
- na koniec postanawiam sobie, aby średnio dwa razy w miesiącu dać posta na bloga :D
A Wy jakie macie plany na rok 2016? :)
31 gru 2015
2015
Nie wiedziałam, że ten rok tak szybko minie i jeżeli miałabym go porównać z 2014 to okazał się on zdecydowanie lepszy, zarówno pod względem sztuczkowym, jak i sportowym, czy szkoleniowym. Pozwólcie, że przypomnę Wam co takiego obiecywałam, że zrealizuję w 2015 roku:
"kupić wreszcie szarpaki polarowe!
zakupić nowy tunel!
powtarzać podstawowe komendy: Siad/Waruj/Zostań/Do mnie
powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać stare sztuczki i uczyć się nowych ( w tym foot vault)
wybrać się do MADzone - dog training center
wybrać się na seminarium z Moniką Wojciechowską ;)
wybrać się na spacer integracyjny organizowany przez Martę i Olę
pojechać na nieoficjalne zawody agility
jeździć regularnie do Rybnickiego Klub Agility
SPOTYKAĆ SIĘ Z PSIARZAMI !!!"
"kupić wreszcie szarpaki polarowe!
Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że większość z tych postanowień udało nam się dokonać, a mianowicie zakupiłam nowy, pięciometrowy tunel. Oprócz tego, o czym nie wspominałam zakupiłam, a tak w zasadzie zrobiłam nowe poprzeczki. Kupiłam również szarpaki polarowe i wiele nieplanowanych zabawek. Co do komend to powtarzałyśmy je, ale niezbyt często. Sasha nauczyła się dużo nowych sztuczek, ale o tym później. W 2015 roku wybrałyśmy się, aż dwa razy do MADzone - dog training center. Na semi z Moniką się nie wybrałyśmy, ponieważ w ogóle nie były organizowane oraz także nie wybrałyśmy się na spotkanie sportowe organizowane przez Aleksandrę Hojeńską i Martę Okoń. Co do rzeczy niespełnionych nie wybrałyśmy się również na nieoficjalne zawody agility, lecz do klubu jeździłyśmy. Oczywiście spotykałyśmy się z psiarzami :)
To teraz postaram się opisać każdy miesiąc roku 2015:
1. Styczeń. W tym miesiącu nie działo się nic szczególnego, ponieważ ja strasznie się "leniłam".
2. Luty. Również :P
3. Marzec. W tym miesiącu nastąpił nasz mały debiut, a mianowicie Sasha złapała pierwszego frizbiacza!
4. Kwiecień. Także nic ciekawego, poza tym, że nadal frizbowałyśmy dość dużo.
5. Maj. W tym miesiącu trochę więcej się wydarzyło. Koło 10 maja byłyśmy na krajowej wystawie psów rasowych w Rybniku, gdzie osobiście poznałyśmy Olę i Joya. Następnie zaliczyłyśmy pierwszy trening agility po zimowej przerwie, a pod koniec maja wybrałyśmy się na Urban Dog Festival w Silesia, gdzie spotkałyśmy Martę i Olę. W naszych sztuczkach również nastała rewolucja. Sasha nauczyła się trzymać przedmioty w pysku!
6. Czerwiec. Ten miesiąc był dla nas bardzo wyjątkowy, ponieważ mniej, więcej w połowie czerwca byłyśmy na naszym pierwszym seminarium sztuczkowym z Patrycją Kowalczyk w Skoczowie!
9. Wrzesień. Byłyśmy na dwóch pokazach, w Europie Centralnej oraz w Silesia. Sasha nauczyła się nasuwać kółka na drążek oraz poznałyśmy nowych, mieszkający w tej samej miejscowości team - Asię i jej border collie Milo.
12. Grudzień. Sasha nauczyła się chodzić na przednich łapkach!
Podsumowując było znacznie lepiej niż w 2014 roku, za dużo siedziałyśmy w domu, ale jednak trochę się działo.
To teraz postaram się opisać każdy miesiąc roku 2015:
1. Styczeń. W tym miesiącu nie działo się nic szczególnego, ponieważ ja strasznie się "leniłam".
2. Luty. Również :P
3. Marzec. W tym miesiącu nastąpił nasz mały debiut, a mianowicie Sasha złapała pierwszego frizbiacza!
4. Kwiecień. Także nic ciekawego, poza tym, że nadal frizbowałyśmy dość dużo.
5. Maj. W tym miesiącu trochę więcej się wydarzyło. Koło 10 maja byłyśmy na krajowej wystawie psów rasowych w Rybniku, gdzie osobiście poznałyśmy Olę i Joya. Następnie zaliczyłyśmy pierwszy trening agility po zimowej przerwie, a pod koniec maja wybrałyśmy się na Urban Dog Festival w Silesia, gdzie spotkałyśmy Martę i Olę. W naszych sztuczkach również nastała rewolucja. Sasha nauczyła się trzymać przedmioty w pysku!
6. Czerwiec. Ten miesiąc był dla nas bardzo wyjątkowy, ponieważ mniej, więcej w połowie czerwca byłyśmy na naszym pierwszym seminarium sztuczkowym z Patrycją Kowalczyk w Skoczowie!
7. Lipiec. Chillout w pełni!
8. Sierpień. Wreszcie udało nam się spotkać z Tatianą i jej borderem - Shelby. Było miło! Poza tym zaliczyłyśmy nasz bodajże trzeci występ publiczny, z którego byłam bardzo zadowolona. Oprócz tego Sasha nauczyła się zawijać w kocyk oraz tulić pluszaki. W sierpniu również wybrałyśmy się na weekend w góry.
10. Październik. Znowu udałyśmy się na krajową wystawę psów w Rybniku oraz, byłyśmy aż na dwa razy w MADzone na warsztatach sztuczkowych! Październik chyba okazał się jednym z najlepszych miesięcy w 2015 roku!
11. Listopad. Nic szczególnego :(12. Grudzień. Sasha nauczyła się chodzić na przednich łapkach!
Podsumowując było znacznie lepiej niż w 2014 roku, za dużo siedziałyśmy w domu, ale jednak trochę się działo.
23 gru 2015
Karma Naturea
W poprzednim poście napisałam recenzję o biszkoptach firmy Naturea, jednakże dzisiaj przyszła pora na recenzję karmy. Do testów dostałyśmy ADULT Jagnięcina - Kompletna karma dla dorosłych psów wszystkich ras. Czy Sashy smakowała? Zapraszam Was serdecznie do przeczytania dzisiejszego postu, dzięki któremu na pewno dowiecie się więcej na temat Naturea, do dzieła!
O firmie
"Naturea Petfoods jest portugalską firmą założoną w 2010 roku. Naszym celem jest rozwój i tworzenie globalnych standardów w diecie zwierząt. Naturalnie Odpowiednia karma dla zwierząt domowych – to nie tylko nasza koncepcja, ale również punkt bazowy dla wszystkich naszych produktów. Głównym składnikiem naszej diety jest zawsze białko zwierzęce, a użyte w niej mięso lub ryby przeznaczone są do spożycia przez ludzi.
Nasza oferta obejmuje specjalnie opracowaną dietę dla kotów i psów, w celu ich maksymalnej ochrony na każdym etapie życia. Wszystkie składniki zostały starannie wybrane i przygotowane dla optymalnej skuteczności prawidłowego żywienia.
Na początku i na końcu, Naturea jest wynikiem naszej pasji do zwierząt domowych."
Na sam początek wydaje się obiecująco, jednakże zobaczmy skład karmy:
Sądzę, że skład jest bardzo przyzwoity, aczkolwiek przyczepiłabym się do tego, że jest w nim stosunkowo mało mięsa.
Granulki tej karmy są stosunkowo większe od karmy jaką stosowałyśmy przed testowaniem i dużo ciemniejsze. Naturea bardziej brudzi ręce, po dłuższym jej trzymaniu musiałam umyć je, ponieważ były strasznie tłuste. Co do smakowitości to zdecydowanie w pierwszych dniach jej konsumowania Sasha jadła ze smakiem lecz po kilku tygodniach zdarzało się, że mała zostawiała jej trochę w misce i za żadne skarby nie chciała dojeść.
Z przejścia na tą karmę żadnych większych rewolucji żołądkowych nie było, żadnych biegunek itp. Za co muszę przyznać jej wielkiego plusa.
Niekiedy zdarzało mi się przeprowadzić z nimi sesje szkoleniowe, lecz według mnie nie są one wskazane jak dla małego psa ze względu na ich nie za mały rozmiar, przez to musiałam je łamać, ale sądzę, że dla psów większych niż jack russell terrier sprawdzą się znakomicie :)
Podsumowując:
+ Rewelacyjny skład
+ Piękne opakowanie
+ Po przejściu z Puriny na Naturea nie wykryłam większych, rewolucji żołądkowych
+ Sasha ją uwielbia
- strasznie brudzi ręce
- nie nadaje się dla małego psa jeżeli chodzi o sesje szkoleniowe
7 gru 2015
Biszkopty Naturea
Za nim przejdę do opisu tego produktu zapoznam was z informacją, która naprawdę totalnie mnie zaskoczyła, rzecz która wydała się dla mnie niesłychana, a mianowicie przed podaniem ich Sashy dowiedziałam się, że mogę również ja rozkoszować się ich smakiem! Byłam totalnie podekscytowana, ponieważ jedzenie przeznaczone dla psa może kojarzyć się nam z nieprzyjemnym zapachem i innymi. Tak więc postanowiłam zjeść tego biszkopta, który jak dla mnie wydawał się taki "bez wyrazu", inaczej mdły w smaku, a najprawdopodobniej za sprawą tego, gdyż nie zawierają one cukru bądź soli. Sądzę, że to nie jest wada tego produktu, bo głównym jej żywicielem jest pies.
Moje wrażenia są bardzo pozytywne jak na początek, ale to nie koniec. Największą ich zaletą jest właśnie to, że mają bardzo bogaty i wartościowy skład, a na to staram się zwracać największą uwagę. przy wybieraniu smaków dla psa. Skład ten wygląda następująco:
Jeżeli chodzi o Sashowe podniebienie to na pewno zajęły go biszkopty Naturea. Sądzę, że jej bardzo smakowały - jadła, że aż jej się uszy trzęsły. Dodatkowo biszkopty te wykorzystuję jako wypełnienie KONGa, bądź naszej nowej piłki z żeberkami. Oprócz tego stosujemy je także jako nagroda podczas treningów, ale powiedziałabym, że sporadycznie. Właśnie jednym z największych mankamentów tych biszkoptów jest to że dla małych psów są po prostu za duże, a na dodatek ciężko się je łamie, a kiedy nam się już uda to strasznie się kruszą i może nam to zająć sporo czasu.
Biszkopty te znajdują się w bardzo ładnym, estetycznym opakowaniu. Jednak po ich otwarciu ja radziłabym wam przesypać je sobie do puszki, ponieważ nie znalazłam jakiegoś fajnego zamknięcia na nie i cały czas wysypywały mi się z niego. Jedno opakowanie biszkoptów waży 230g i kosztuje 19,90zł. Nie będę tu nikogo oszukiwać - dla mnie jest to stosunkowo dużo nawet jak na biszkopty z górnej półki, choć ostatnio wchodziłam na stronę polskiego dystrybutora i aktualnie możemy je znaleść w cenie promocyjnej - 17,90zł. Kolejnym atutem tych biszkoptów jest ich bogaty wybór, na stronie która znajduje się tutaj możemy zobaczyć, aż sześć smaków! Oto i one:
- Jabłko z cynamonem
- Kaczka z jeżynami
- Ryba z oliwą z oliwek i aromatycznymi ziołami
- Owoce leśne
- Pomidory z oliwą z oliwek i serem parmezan
- Jogurt z orzechami i miodem
Podsumowując
Plusy:
+ estetyczne opakowanie
+ bardzo dobry skład
+ dobre jako wypełnienie zabawek na smaki
+duży wybór smaków
+pyszne w smaku (niekoniecznie dla człowieka)
Minusy:
- kruszą się przy czym nie nadają się do treningu
- mają wysoką cenę
- po ich otwarciu trzeba je przesypać do jakiejś puszki
Wielkimi krokami zbliżają się święta, a więc Biszkopty Naturea byłyby jednym z najlepszych psich prezentów pod choinkę! To taka nasza mała podpowiedź z naszej strony dla jeszcze niezdecydowanych ;)
14 lis 2015
Warsztaty sztuczkowe
To było nasze drugie szkolenie o tematyce sztuczkowej i drugie prowadzone przez bardzo dobrze znaną nam osobę - Patrycję. Byłam wtedy bardzo podekscytowana, ponieważ nie wiedziałam kto jeszcze się tam wybiera ( no oprócz Martyny i Morisa widocznych na powyższym zdjęciu) poza moją ekscytacją martwiłam się także o Sashę, aby podczas naszego wejścia była chętna do nauki i się nie rozpraszała. Pierwszą sztuczkę, jaką chciałyśmy się nauczyć i jaka od dawna chodziła mi po głowie to było hopsanie w miejscu. Wybrałam ten trik, ponieważ jest on dla mnie bardzo widowiskowy (szczególnie w wykonaniu Sorina) i prawie w ogóle nie miałam koncepcji jak tego nauczyć. Sesja ta przebiegła nam znakomicie, wedle moich oczekiwań i chyba sądzę, że dobrze, że jej w przeddzień nie dałam nic do jedzenia, a na dodatek mała ćwiczyła za pyszną wątróbkę - kto by się nie oparł takiej pokusie???
Na drugiej sesji miałyśmy kontynuować siupanie, owszem było tak lecz po około 5 minutach Sasha była trochę zmęczona i przez 5 kolejnych minut próbowałyśmy chodzić na przednich łapach. Nie zaliczyłabym tej sesji do bardzo udanych, bo Sasha za bardzo się rozpraszała. Myślę, że powodem głównie było przejedzenie się wątróbką (dawałam jej bardzo duże kęsy) i to spowodowało, że nie miała takiego zapału do pracy ze mną.
Trzecie wejście było "Okay". Chciałam, aby Sasha nauczyła się sztuczki tzw. "Damą" polegającej na tym, że pies w pozycji siedzącej zakłada np. lewą łapkę na prawą (nie ukrywam, że wygląda to rozczulająco). Podczas tej sesji byłam z niej dumna - fajnie mi ten geniusz pracował oraz fajnie się skupiał :) Bonusem i dobrą wiadomością jest to, że Sasha w tej chwili już potrafi dawać łapkę na łapkę!
31 października po raz drugi wybrałyśmy się do MADzone - dog training center. pierwszą sztuczką jaką ćwiczyłyśmy było znowu siupanie. Niestety początek sesji nie zapowiadał się obiecująco - Sasha naprawdę mocno się rozpraszała i nie potrafiła się skupić, na szczęście udało mi się opanować sytuację. Przez dwa tygodnie (od 17 października do 31 października) ćwiczyłam z Sashą regularnie te skoki i najbardziej zmotywowały mnie do pracy te słowa Patrycji "Widać efekty po tych dwóch tygodniach". Drugą sztuczką miał być wstyd, ale trwał on z jedną minutę - Sasha niespodziewanie stwierdziła, że nie będzie chciała ze mną współpracować i uciekła na dwór, dałam jej spokój, ponieważ jednoznacznie było widać, że prowadzenie tej sesji w tym momencie byłoby nierealne. Po godzinie znowu próbowałyśmy, ale tym razem z inną sztuczką - chowaniem głowy. W środku w MADzone mała znowu nie chciała zatem poszłyśmy na dwór. Na szczęście tam jakoś udało nam się przeprowadzić sesję. W chwili obecnej Sasha prawie już potrafi tę sztuczkę :)
Przyszła kolej na ostatnią sesję, na której chciałam nauczyć Sashę ruszania głowy na "tak" albo na "nie". Szczerze powiedziawszy wyszła ona dobrze, jeżeli miałabym ją porównać do poprzednich sesji. Tak czy owak jestem z niej dumna, mała odwaliła kawał dobrej roboty i jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Podsumowując te dwa dni bardzo zmotywowały mnie do dalszej współpracy z Sashą, poznałam tam wielu ciekawych ludzi i w pełni normalnych jak dla mnie, którzy wiedzą jak bardzo to ten pies jest do mnie ważny w moim życiu. Ponadto ogromnie wzbogaciłam swoją wiedzę i nauczyłam Sashę w tak szybkim tempie, aż dwóch sztuczek! Nie ukrywam, ze na pewno wybierzemy się do MADzone do tego "magicznego" miejsca. Na tą zimę odpuścimy sobie ze względu na to, że musimy doszlifować te umiejętności, które udało nam się nabyć, a jest ich dużo i liczę na to, że przez zimę uda nam się z tym wszystkim wyrobić. Nie ukrywam , że przed nami dużo ciężkiej pracy, ale staram się do tego podchodzić optymistycznie. Jak już wcześniej wspomniałam nasz wielki powrót madzonowy zaplanowany jest wczesną wiosną. Będę tam chciała nauczyć na pewno Sashę chodzenia lub stania na przednich łapach, ale ciii... i liczę na to, ze uda nam się tego dokonać. Teraz może pora na małą fotorelację , bo trochę się rozpisałam! I jeszcze jedno! Pod postem znajdziecie linki do filmików z warsztatów, ukazujące jak mniej, więcej one wyglądają. Ciao!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






