8 cze 2016

Zawody w Dream Agility Team 28.05

Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy mogłam pojechać z Sashą na kolejne zawody i to jeszcze poza nasze województwo. Zawody zorganizowała genialna Zuzia Turecka - czołowa zawodniczka polskiego agility oraz założycielka klubu Dream Agility Team w Zabierzowie (koło Krakowa). Zapraszam do lektury!
28 maja odbyły się już nasze drugie, treningowe zawody agility. Ze względu na to, że mama nie chciała  zawozić mnie, aż tak daleko (no może nie aż tak daleko, bo ponad godzinę autem) do Zabierzowa, pojechałam na miejsce wraz z panią Urszulą oraz panią Sabiną oraz  z całą naszą psią ferajną. Gdyby nie te miłe panie, to na pewno nie spędziłabym tej soboty w takim super i bardzo odpowiadającym mi towarzystwie. Kiedy byłam już na liście głównej na zawodach, a zbliżała się data przelania pieniędzy moja mama powiedziała oficjalnie, że mnie nie puści (płacz, płacz i jeszcze raz płacz i wściekłość). Na szczęście po kilku dniach zadzwoniła do mnie pani Sabina z wiadomością o obozie w Czechach (na którym wszystko wskazuje, że będziemy) i spytała się, czy aby na pewno mogę jechać i że może porozmawiać z moją mamą. Oczywiście mama nie chciała rozmawiać, powiedziała NIE i koniec. Nawet nie pamiętam jak udało mi się ją przekonać do rozmowy, więc zaliczam to do cudu. Kolejną dobrą wiadomością było to, że Zuzia (pomimo zamknięcia wpłat i listy) trzymała mi miejsce. Wracając do rozmowy mojej mamy, pani Sabinie udało się ją przekonać, za co jestem bardzo wdzięczna! Gdyby nie jej poświęcenie to byłabym załamana i nie poznałabym takiej super, małopolskiej ekipy, ale o tym później. 
Dzień przed zawodami był emocjonujący, pakowanie się i te sprawy. W sobotę musiałam wstać już przed piątą, aby wyjść na dwór z Sashą przed podróżą, ubrać się i porządnie zjeść, aby przed szóstą pojechać do Łazisk, ponieważ z tego miejsca miałam jechać z paniami pod Kraków. Myślałam, że dłużej pojedziemy, na miejsce dotarliśmy gdzieś po ósmej rano i byliśmy jednymi z pierwszych. Zaliczyłyśmy krótki spacer po okolicy w celu rozprostowania nóg po podróży i cierpliwie czekałyśmy na przyjazd reszty zawodników. O godzinie dziewiątej startowała klasa puppy, w której znalazła się Oliwia wraz z Lolą, choć biegały poza konkurencją, bo Lola była po operacji wypadającej rzepki w kolanie. W klasie puppy były tylko same tunele, a więc jak dla mnie torek był banalny.
Jeżeli chodzi o pogodę to mogę powiedzieć, że aż zbyt dopisała. Był niemiłosierny upał (ponoć u nas na śląsku było pochmurno i nie było takich temperatur :P), a nasz starty odbywały się prawie w południe. Ciężko było znaleźć w miarę zacienione miejsce, ale powiedzmy, że nam się udało (za banerami obok domku). Na zawodach wreszcie miałam przyjemność poznać Gosię Łaś z Tosią, Oliwię, Lolę, Elisa, Laurę, Soykę, Olę z Marianem i wiele, wiele innych świetnych osób. W takim "wymarzonym" składzie czekaliśmy na nasze biegi. Poza tym oglądaliśmy na moim telefonie transmisję Latających Psów we Wrocławiu, jedząc haha popcorn. Po pierwszym biegu wybrałyśmy się z psami na krótki spacer, w poszukiwaniu jakiejś rzeczki. Udało nam się ją znaleźć, ale nie była ona znakomicie czysta na kąpiel. Dodatkowo podczas spaceru wybrałyśmy się na łąkę, gdzie fenomenalna Laura robiła nam prze genialne zdjęcia :D Gosia miała przyjemność szarpać się pullerem z Sashą. Takie towarzystwo to ja rozumiem, spędziłabym najchętniej z wami dziewczyny całe życie haha. Ogólnie było bardzo wesoło, miło i przyjemnie. Czego chcieć więcej? No po prostu raj. Jedynym minusem było to, że reszta dziewczyn pojechała po biegach minus zero a tak praktycznie to ja sama siedziałam do końca zawodów.
Jeżeli chodzi o nasze biegi to niestety zaliczyłyśmy dwie dyskwalifikacje, głównie z moich błędów, a tak w zasadzie to trzy, bo startowałyśmy również w tuneliadzie, w której również nam nie poszło, ale to był taki bieg charytatywny. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że startowałyśmy w klasie minus zero, a więc same hopki i tunele oraz maksymalnie 13 przeszkód. Na początku pierwszego biegu Sasha mi uciekła lecz poniekąd był to mój błąd, no nie potrzebnie biegłam z nią na początku za zabawkę. Jak tylko wyciągnęłam jej ulubione kurze łapki to od razu do mnie przybiegła. Kolejnym błędem w tym biegu było to, że przez dość dużą prędkość Sashy nie zdążyłam zmienić ręki. W drugim biegu było wszystko dobrze, gdyby nie jedna z ostatnich przeszkód - tunel. Sasha wyszła z niego, ale był to również mój błąd, bo za mało ją wołałam i oddaliłam się od niej. Tuneliada to był tylko i wyłącznie mój błąd w stu procentach. Nie zdążyłam zmienić ręki i naprowadziłam ją na inny tunel. Wszystkie te biegi mogłyśmy  je powtórzyć. Oczywiście poza konkurencją i udało nam się je pobiec na czysto. Biegi te możecie obejrzeć na końcu post, w sensie na filmiku na YT.
Kolejną rzeczą jaką chciałbym się z wami podzielić to moje hardkorowo spalone plecy. Naprawdę nie spodziewałam się tak wysokich temperatur w Zabierzowie, słońce świeciło naprawdę tak ostro, że aż się dziwę Sashy, że biegała jak mała torpeda. Ja niestety nie wzięłam ze sobą żadnego kremu przeciwsłonecznego, a dopiero jak już wracaliśmy zorientowałam się jak bardzo mam spalone plecy. Nie polecam, boli jakby ktoś notorycznie palił ci plecy. Zatem rada Magdy: Pamiętajcie, aby na każde zawody brać krem! To teraz dam zdjęcie moich biednych pleców: 
Podsumowując, dostałam mocnego kopa do dalszej pracy z Sashą, pełno motywacji, poznałam nowych przyjaciół, wzbogaciłam się o nowe doświadczenia, genialnie spędziłam cały dzień oraz zaliczyłam wielki agilitowy sukces z Sashą. Teraz najprawdopodobniej na najbliższych zawodach będę startowała w klasie zero. Na przełomie lipca i sierpnia wybieram się na obóz do Czech, a dzisiaj jedziemy na trening do pani Sabiny :) Tak, zdecydowanie, agility to nasz sport! Z nie cierpliwością czekamy na powtórkę w Dream Agility Team, która może odbyć się już we wrześniu. Miejmy nadzieję, że pogoda dopisze tak jak w maju i że spotkamy się w tym samym składzie. Teraz pora na kilka moich, ale i nie tylko fotek oraz filmik z zawodów. 
 


1 cze 2016

Calista i Freja

Czyli w dzisiejszym poście powiem nieco o naszych nowych przyjaciółkach - Caliście i Frei ;)
16 maja udało nam się w końcu spotkać u nas w domu z Patrycją - właścicielką owczarka szetlandzkiego Calisty. Dziewczyny ze względu na to, że nigdy przedtem się nie widziały miały więc taki dzień zapoznawczy. Na początku było można by powiedzieć ciężko, bo Calista jako pierwszy pies weszła do naszego domu, czyli terytorium Sashy. Później na zmianę nagradzałam dziewczyny oraz ćwiczyłam podstawowe komendy w rozproszeniach. Wyszłyśmy również na dwór, aby dać im trochę więcej swobody i małe się ze sobą w miarę ładnie bawiły, lecz zdarzały się sytuacje w których Sasha próbowała zdominować Calis. Kolejnym problemem było nadmierne szczekanie Sashy, dzięki czemu wiem, że muszę pracować nad wyciszeniem małej. Pierwsze spotkanie uważam za udane ;)
 31 maja czyli wczoraj po raz kolejny udało nam się spotkać, ale tym razem w większym gronie. Patrycja tydzień po naszym pierwszym spotkaniu pojechała po drugiego już szetlanda tym razem blue merle Freję. Tak w zasadzie to Freja nie była w planach jeżeli chodzi o przyjazd do nas, miała się zjawić tylko Calista, ponieważ ciężko by było zostawić małą bez opieki na te parę godzinek, a więc dopiero w ostatnim momencie dowiedziałam się, że Sasha będzie miała przyjemność obcować z szczylem. Była to tak praktycznie pierwsza konfrontacja Sashy z szczeniorem i skoczyła się na próbie dominacji oczywiście od strony Sashy. Przy okazji przyjazdu Patrycji wyciągnęłam nasz skromny hand-made torek do agility (2 hopki, tunel 5 metrowy, dwa tunele po 1,5 metra oraz huśtawkę) dodatkowo Patrycja przywiozła ze sobą jeszcze jedną stacjonatę, 1,5 metrowy tunel oraz koło. W obecności dwóch psów, czyli dwóch dodatkowych rozproszeń Sashka była ładnie na mnie skupiona podczas pokonywania przeszkód i ku mojemu zaskoczeniu nie chciała biec za jedzonko  tylko za zabawkę. Calista również biegała po torze i miała przyjemność pierwszy raz wbiec do tak długiego tunelu, bo przedtem nie miała możliwości. Z Frejką próbowałam szarpać się zabawką pluszową Kong Wubba, który moim zdaniem dla szczeniąt jest rewelacyjny, gorąco polecamy! Ze względu na stawy Frei i jej młody wiek zrobiłam z nią obieganie palika i przebieganie przez krótki tunel. Mała jest bardzo odważana, genialnie się szarpie i ogólnie rozpływam się na jej widok. Jeżeli chodzi o te nasze drobne sukcesiki z Sashką to również ćwiczyłyśmy siad-zostań koło innego psa i udało mi się w końcu zrobić zdjęcie Sashy i Caliście w odległości bliżej niż jednego metra oraz Calis przeszła centralnie obok Sash, a ta nawet nie zwróciła na nią uwagi, była w stu procentach  skoncentrowana na mnie. Nic tylko się radować, bo te małe sukcesy cieszą najbardziej. 
Za niedługi czas, a konkretnie 8 czerwca  po raz kolejny spotkać z dziewczynami wtedy planujemy już jakiś wspólny spacer.


14 maj 2016

Top 10: Puppy tricks, część II

Dawno temu, a konkretnie w okolicach sierpnia ukazał się na tym blogu post z sztuczkami, które możemy nauczyć nasze papisie, ale i nie tylko. Były to sztuczki banalne, a teraz po tak długim czasie nadeszła pora na kolejną porcję sztuczek, może bardziej zaawansowanych od poprzednich no, ale nadal nie sprawiających dużo trudności w ich nauczeniu. Zanim przejdziecie do oglądania i czytania części drugiej to odsyłam Was tutaj, żeby zapoznaliście się z częścią pierwszą.

1. Na pierwszy ogień przedstawiam Wam sztuczkę cofaj. Jest ona bardzo przydatna szczególnie wtedy kiedy chcemy nauczyć naszego psa np. wchodzenia tyłem na ścianę. Uczy ona świadomości swojego tyłka.

2. Słonik polega na obrotach na pudełku oczywiście wtedy kiedy ma na nim położone swoje dwie łapki. Nazywana jest ona tak, ponieważ często właśnie słonie w cyrku wykonują tą sztuczkę. Jest ona bardzo widowiskową sztuczką.

3. Ukłon. Każdy psi pokaz powinien być zakończony ukłonem :P Bardzo łatwa sztuczka w nauczeniu. Najlepiej wygląda kiedy pies robi ją na przemian (ukłon-waruj-ukłon). Sekwencja waruj-ukłon to już wyższa szkoła jazdy.
4. Cross paws, czyli krzyżowanie łapek. Sztuczka ta już jest bardziej zaawansowana jak na szczenięce mózgi. Zanim jednak zabierzemy się za jej naukę wymagane jest w pozycji leżącej targetowanie łapą przez psa np. książki.
5. Pif, paf! Przy tej sztuczce chyba nie muszę się zbytnio rozpisywać po prostu polega ona  na leżeniu bokiem przez psa w bez ruchu. 

6. Chodzenie tyłem po schodach. Jeżeli nasza pociecha nauczy się już cofania, to możemy nauczyć ją wchodzenia tyłem po schodach. Wystarczy za psem położyć np. segregator i wydać psu komendę cofaj. Pies powinien automatycznie wejść tylną łapą na ten przedmiot, a wtedy my powinniśmy kilknąć i dać psu smakołyk. W późniejszych etapach zamieniamy segregator na pierwszy stopień schodów. Jeżeli pies nie będzie chciał jeszcze wejść nam na ten stopień, to do naszego segregatora możemy dołożyć książkę podobnych wymiarów i możemy próbować wchodzenie na nią.

7. Slalom tyłem. W poprzednim poście był slalom przodem, a więc pomyślałam, że skoro mamy tutaj tyle sztuczek na świadomość zadu to ta umiejętność również będzie przydatna. Tutaj zalecałabym najpierw nauczyć cofania pomiędzy naszą jedną, a drugą nogą.

8. Trzymanie łapką palika. Kolejna sztuczka przy której potrzebujemy znajomość podawania łapy. Tym razem zamiast targetowania książki dajemy psu np. palik lub jakąś grubszą gałąź i za każde dotknięcie klikamy i sowicie nagradzamy. Jak nasz pies ogarnie już tą umiejętność to możemy zamiast  palika wykorzystać parasol, kwiatek lub miotłę do potrzymania.
9. Touch noskiem. W miarę łatwa umiejętność w nauczeniu polegająca na na dotykaniu przez naszego pupila naszej dłoni. Dzięki temu możemy nauczyć naszego psa między innymi dawania buziaczków.

10. Okrążanie przedmiotów. Przyda się w nauce ciasnych skrętów. Chyba wszyscy się domyślamy po nazwie na czym polega ;)

To wszystko na dziś z szczeniaczkowych sztuczek. Mam nadzieję, że post się spodobał. Powoli kończą mi się pomysły na papitkowe sztuczki, choć jak pewnie zauważyliście i o czym wspominałam wcześniej dzisiejszy zestaw był nieco trudniejszy od poprzedniego. Myślę, że jak Wasze pociechy ukończą z sześć miesięcy to możecie je tych sztuczek spokojnie nauczyć. Zastanawiam się jeszcze nad trzecią częścią w której znajdą się sztuczki dla szczeniąt w wieku dziewięciu miesięcy. Oczywiście możecie nauczyć tych sztuczek także dorosłych psów :) Jeszcze nie wiem kiedy ukaże się część trzecia, ale najprawdopodobniej w podobnym odstępie czasowym jak to było przy pierwszej i drugiej części. Aktualnie siedzi mi w głowie pełno pomysłów na nowe posty, ale czasu mam trochę mało. Myślę, że w lipcu będzie już lepiej. W planach mam jeszcze top 10 fitness tricks i wiele, wiele innych! Tymczasem zapraszam Was na filmik, który powstał z myślą o tych, którzy nie do końca załapali na czym polegają niektóre sztuczki.



2 maj 2016

Sprzedam!

Kilka tygodni temu zamówiłam szelki z Hurtty (Y). Niestety była to decyzja dość spontaniczna - nieprzemyślana. Źle zmierzyłam Sashkę (jej obwód klatki piersiowej wynosił 47 centymetrów, a nie 37). Po zamówieniu dopiero zorientowałam się jakie są jej rzeczywiste wymiary, więc niestety nie dało się z tym nic już zrobić. Nie było rozczarowania jak przyszła paczka dobrze wiedziałam, że będą te szelki za małe. Kolor szelek to cherry i  są one rozmiaru do 45 centymetrów w klatce piersiowej. Myślę, że będą dobre na psy typu maltańczyk, czy york. Szelki te były jedynie raz przymierzane na mojej Sashy, zatem są nowe, z metkami. Cena to 90 zł + koszt wysyłki (na ProDogu szelki w tym rozmiarze kosztują 130 zł). Poza szelkami mam na sprzedaż również praktycznie kilka razy używaną obrożę DogStyle o szerokości 2,5 centymetra, a w obwodzie ma ona do 35 cm. Obroża jest na zatrzask z drobną regulacją. Cena tej obroży to 25 zł + koszt wysyłki. Poniżej kilka zdjęć produktów. Serdecznie zapraszamy do kupna, rzeczy są praktycznie nowe :D


19 kwi 2016

Wiosennie

Dzięki egzaminom gimnazjalnym miałam teraz trzy dni wolnego od szkoły. Pogoda wcale nie była, aż taka zła, a więc postanowiłam wraz z moją koleżanką porobić co nie co wiosennych zdjęć. Na pierwszy ogień poszła czereśnia mojego dziadka. Długo zastanawiałam się nad tym, jak ująć tak małego psa wraz z jej kwiatami w tle. Nie miałam zbyt dużego wyboru, musiałam wejść wraz z psem, aparatem na dach garażu. Na nim znajdowało się pełno gałęzi czereśni, dzięki czemu zrobiłam wiele ciekawych fotek. Co do wejścia na dach garażu to było dosyć ciężko jeżeli chodzi o mnie, ponieważ ja mam mały lęk wysokości. Sashkę po prostu podał mi mój dziadek nie było z nią większych problemów. Poniżej zdjęcie zrobione przez Kasię, taki backstage z wczorajszej sesji ;)
Pełno ludzi może pomyśleć, że jestem jakaś nienormalna, wchodząc na dach, a to na dodatek z psem. Haha, miny przechodniów były obłędne. Co do dachu, był on strasznie brudny, a ja musiałam się na nim położyć. Chyba domyślacie się jak ja wyglądałam po zejściu na ziemię. No właśnie... zejście na ziemię! To dopiero były cyrki jeżeli chodzi o mnie! Jak zawsze Sasha nie sprawiała problemów, bo dziadek wziął ją tylko na ręce, ale mnie już nie mógł, bo swoje już ważę. Kasia musiała mieć super komedię, bo przez kilka minut próbowałam zejść tyłem, przez co o mały włos prawie spadłabym z tych kilku metrów. W końcu jakoś udało mi się zejść przodem, ale chwila grozy była.

 Poza zdjęciami na dachu poszłyśmy na łąkę porobić fotografie wśród mleczy, ale tym razem zostały one wykonane przez Kasię. Dodatkowo udałyśmy się na piękny ogród moich dziadków, gdzie udało nam się uchwycić Sashę wśród tulipanów, hiacyntów i wśród cudownej magnolii. Myślę, że już wyczerpałam temat, a więc zapraszam serdecznie na kilka wiosennych fotek ;)







18 kwi 2016

Treningowe zawody agility Flow 10.04

W dniu 10 kwietnia wybrałyśmy się na nasze pierwsze treningowe zawody agility organizowane przez klub Flow w Taciszowie. Przyznam szczerze, że Sasha nie miała styczności przed zawodami z profesjonalnymi tunelami ;) Zapraszam na relację!
Nie były to zawody zaliczane do udanych. Pogoda była koszmarna, było pochmurno, mokro, wszędzie było pełno błota, trochę wiało. Choć o dziwo nie padało zbytnio, jedynie miejscami trochę kropiło. Przez tą pogodę nie mogłyśmy zostać na drugim biegu, a w pierwszym zostałyśmy zdyskwalifikowane. Na szczęście w Flow punktacji mamy skromny jeden punkcik za udział. Dis był tylko i wyłącznie z mojej winy, ponieważ kompletnie zapomniałam o tym, że Sasha panicznie nie lubi wody, a w tunelu sześciometrowym było jej pełno, a na dodatek dużo było błota. Została ona pewnie naniesiona przez inne psy startujące w klasach Open lub Zero. My startowałyśmy w klasie minus zero. Sasha pierwsze trzy przeszkody (hopka, krótki tunel, hopka) przebiegła znakomicie, miała również przyzwoitą prędkość i nie próbowała uciekać do innych psów, była bardzo na mnie skupiona. No ale niestety woda w tunelu wszystko popsuła. Teraz to już wiem nad czym będziemy się skupiać na treningach agility - na mokrych tunelach. Choć serio wyglądało to komicznie, jak Sasha weszła prawie do połowy tego tunelu, a później wróciła. Ja początkowo nie wiedziałam co jest grane, bo u nas nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji, że mała w połowie się wraca. Uznałam ja wtedy za arystokratkę, która nie lubi być brudna ;)
Co do toru - według mnie był banalny. Szybko udało mi się go zapamiętać podczas zapoznania z torem, składał się on z około 10 przeszkód. Zresztą w klasie minus zero są same banalne tory! Podsumowując nasze pierwsze zawody były jednym, wielkim niewypałem, ale no w końcu kiedyś musiał być nasz pierwszy raz. Nie poddajemy się, lecz będziemy walczyć dalej z torem! Spokojnie, nasza przygoda z agility jeszcze się nie skończyła. W czerwcu najprawdopodobniej wybierzemy się na kolejne zawody w Flow, choć najbliższe są już 8 maja niestety ten termin nam nie pasuje. NEVER GIVE UP!                             

9 kwi 2016

Niebieski dogtrekking

Wreszcie nasz pierwszy dogtrekking mamy już za sobą! Wpierw chciałabym wszystkim serdecznie podziękować za kciuki trzymane za nas, za wsparcie i ogólnie za dziesiątki innych rzeczy! Bez Waszego ciepłego słowa na pewno nie dałabym rady ;)
Niebieski Dogtrekking odbył się w Zabrzu 2 kwietnia bieżącego roku. Jego organizatorami była ekipa Wild Dogs Team. Cele imprezy były charytatywne - cała kwota zebrana za opłaty wpisowe została przekazana na dzieci z autyzmem, czyli był to kolejny argument do uczestnictwa w tym dogtrekkingu. Odprawa zawodników rozpoczęła się przy Szkole Podstawowej, a kilka kroków dalej była linia startu.Wszyscy wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem, ponieważ liczba zawodników była niemiłosiernie duża. Każdy uczestnik był podzielony na trzy klasy ( mini-kobiety, mini-mężczyźni oraz mini-zespoły) ja wybrałam kategorię mini-kobiety w której znajdowało się aż 61 uczestniczek, czyli całkiem sporo. Pogoda jak na początki kwietnia była wręcz idealna - około 15 stopni i co najważniejsze nie padało, lecz świeciło słoneczko, więc szło się z wielką przyjemnością. Przed startem każdy otrzymał mapkę terenu oraz karteczkę ze stacjami obok których należało wpisać hasło. Ze względu na charakter imprezy były to niebieskie postacie z bajek np. Ciasteczkowy Potwór, Papa smerf, Zazu. W sumie było do spisania 12 haseł. Na wstępie powiem, że udało nam się je wszystkie zaliczyć, choć również zabłądziłyśmy parę razy, ale nie ma się co dziwić Zabrze jest nam mało znane, no chyba że chodzi o drogę do Madzona.
Jestem strasznie dumna z Sashy, ponieważ przez całą drogę (14 kilometrów) pięknie szła lub biegła, bez żadnych oznak zmęczenia. Udało nam się uplasować na 13 miejscu z czasem 2:05:10, tracąc do pierwszego miejsca około pół godziny. Jak na nasz pierwszy raz, to jest to bardzo satysfakcjonujący wynik. Na metę dotarłyśmy szybko, a więc dało nam to dużo czasu na relaks, posiłek, czy obeznanie ze znajdującymi się tam stoiskami. W zamian za to, że Sasha tak ładnie się spisała kupiłam jej ekologiczną (tak pisze producent) piłkę Beco Pets. Poza tym, za nim były wręczane dyplomy odbyło się losowanie nagród, w którym mój numer startowy 224 okazał się być tym szczęśliwym i dzięki temu dostałam super mega wygodne, wysokiej jakości skarpetki do biegania lub na rower.
Podsumowując, strasznie wciągnęły mnie takiego typu imprezy i na pewno ten nie okazał się być naszym pierwszym i ostatnim. Najprawdopodobniej będzie można nas spotkać na piątym Tyskim dogtrekkingu 10 września :)